Majstersztyk!

Maria Paszyńska zaprezentowała nam już ostatni tom z cyklu „Owoc granatu”. Czwarta część serii – Powroty, jest doskonałym zamknięciem całego cyklu. Właśnie na takie zakończenie liczyłam rozpoczynając przygodę z tymi książkami. Cała tetralogia jeszcze na długo pozostanie w moim sercu jako jedna z ukochanym serii. Można wręcz rzec, że to co zrobiła pani Maria Paszyńska to nic innego, jak czysty majstersztyk.

Piętno wojny

Po raz ostatni mamy okazję spotkać się z bliźniaczkami – Elżbietą i Stefanią. Jak wiadomo relacja sióstr od samego początku nie należała do zbyt kolorowych. Nie wnikam w to, czy któraś z nich budzi większą, bądź mniejszą sympatię, ponieważ w tym tomie, mogę stwierdzić (przynajmniej dla mnie), że te różnice się zatarły i potrafiłam lepiej zrozumieć zarówno jedną, jak i drugą. Na każdej z nich bowiem zostało piętno okropnej wojny, a ich zachowania idealnie to eksponują. Pomimo pozorów stabilizacji widać, że nie potrafią one w pełni uzyskać tego istotnego wewnętrznego spokoju. Czytanie o wewnętrznych sprzecznościach każdej z nich, czułam współczucie i sympatię tak szczere, jakby dotyczyło to mojego najlepszego przyjaciela.

Piękny, lecz bolesny świat

Autorka sprawiła, że tak trudny okres historii został zaprezentowany w naprawdę piękny sposób. Na przykład moment, gdzie Elżbieta musi chronić swoją córeczkę, Annę, przez co musi opuścić Iran wspaniale prezentuje jak piękne może być uczucie pomiędzy matką i córką, jak wiele jest w stanie poświęcić matka, aby pomóc ukochanemu dziecku. To wszystko osadzone jest w niezbyt przyjemnych okolicznościach (które swoją drogą są bardzo dobrze zaprezentowane), które jednak są niczym względem właśnie tego uczucia, a jednocześnie nie odczuwa się, że jest ono przeidealizowane.

Szczęśliwe zakończenie?

No cóż… „Powroty” pokazują, że nie każda historia ma swoje szczęśliwe zakończenie. Daje to bardzo dużo do myślenia. Cała lektura sprawiła, że poczułam jeszcze większy szacunek do ludzi, którzy przeżyli takie piekło, jakim jest wojna. Ukazane jest jak bardzo poszarpane mogą być uczucia osób, które przeszły przez tę wojnę, ponieważ to nie jest wydarzenie, o którym można zapomnieć przez pstryknięcie palcami. Doskonale przedstawiona sytuacja zdrowia psychicznego osób dotkniętych wojną, naprawdę.

Szczerze, chyba nie mogę sobie wyobrazić lepszego zakończenia tej serii niż to, które zaproponowała Paszyńska. Momentami można poczuć jak oczy zachodzą wilgotnością, Zdecydowanie polecam każdemu. Nie tylko tym, którzy dobrze odnajdują się w tego typu powieściach. Każdemu, ponieważ jest to coś, co warto przeczytać, aby inaczej spojrzeć na pewne kwestie.